Nappimiś w Mieście Dźwięków

Miasto Dźwięków było niezwykłe – każda rzecz tam miała swój własny dźwięk. Latarnie mruczały melodie, bruk szurał rytmicznie, a nawet pieluszki... szeleściły jak liście!
Nappimiś przyjechał tam, bo usłyszał, że z miasta zniknęła najważniejsza nuta – nuta spokoju.
Wszędzie było głośno, gwarno, krzykliwie. Dzieci bawiły się z hałaśliwymi zabawkami, rodzice mówili przez megafony, a domofony wygrywały techno!
– Gdzie podział się spokój? – pytał słonik.
W końcu trafił do starego sklepu z instrumentami, gdzie w kącie siedziała dziewczynka z zasłoniętymi uszami.
– Tutaj schowałam spokój – szepnęła. – Nikt go nie słucha.
Nappimiś wyjął swoją najcichszą pieluszkę – z bawełny, która nie szeleszczy – i otulił nią dziewczynkę. Potem usiadł obok i nic nie mówił. Tylko był.
Po chwili ktoś do nich dołączył. Potem kolejny. W ciszy. W spokoju. I właśnie wtedy... nuta wróciła. Cicha, łagodna, ale obecna.
Od tego dnia w Mieście Dźwięków codziennie o 17:00 wszyscy robią pauzę – i przypominają sobie, że cisza też jest melodią.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii BAJKI

